Spalony kościół i zaginiony skarb

IMG 3668

            Gdy 27 Stycznia 1945 roku sowieckie czołgi wyzwalały Grodzisk w Gninie właśnie płonął drewniany kościół. Został podpalony przez wycofujące się w kierunku Jabłonny oddziały niemieckie. Dzisiaj z kościoła pw. św. Jana Chrzciciela pozostała górka, pamiątkowy krzyż i legenda o zaginionym „kościelnym złocie”. Jak się okazuje również złota opowieść nie jest już zbyt znana.

            Pytany telefonicznie sołtys Jan Drozdowski poinformował, że z kościoła nie pozostało dosłownie nic. Nie ma nawet jednej fotografii budowli wzniesionej dawno temu siłami wiernych.  Nikt więc nie pamięta już jak wyglądała. Sołtys nie kojarzy legendy o ukrytym w lesie „złocie” z kościoła, ale jak zaznacza urodził się krótko po pożarze.

Dziadek wspominał, że jak weszli Niemcy ludzie ukryli wyposażenie kościoła, pobrali to co mogli,  a część naczyń liturgicznych zakopali w lesie. Podobno szukali, ale zakopany „skarb” nigdy nie został odnaleziony… – przytacza wspomnienia swojego dziadka, Władysława Siwińskiego, pan Waldemar, obecnie mieszkaniec Grodziska.

            Jeszcze w latach 70 tych na miejscu pożaru widoczne były podmurówka i krypty, w których ciekawe dzieciaki mogły zobaczyć walające się ludzkie czaszki. Potem górkę uporządkowano. Czas skutecznie zaciera wiejską legendę o ukrytym skarbie.

Ciekawa niepozorna wieś

            Gnin jak wspomina autorka bloga Naprzekordniom, opowiadający o wielkopolskich pałacach, to bardzo ciekawa miejscowość. Niepozorna wieś, która związana jest pośrednio lub bezpośrednio z wielkimi rodami ziemiańskimi: Gnińskich, Czapskich, Mielżyńskich, Potockich.

            Do lat 80 – tych przy pałacu były dość dobrze zachowane powozy i gokarty po ostatnich właścicielach wsi Kęszyckich i Karczewskich. Dawni mieszkańcy wspominają wielkość pałacowej wędzarni, która przez całe dziesięciolecia kusiła zapachem dawno wędzonych mięsiw. Dzieci chodziły do niej, wąchały ściany i uruchamiała się wyobraźnia, gdy w sklepach był tylko ocet.

            Wieś miała być też siedliskiem łupów wojennych w postaci pojmanych janczarów tureckich. Pracowali w majątku Jana Glińskiego, właściciela wsi, zaufanego dyplomaty królewskiego i uczestnika Bitwy pod Wiedniem. Zmarłych innowierców grzebano za wsią na „tureckiej górce”. Podobnie jak w przypadku skarbu wspominał o tym dawny mieszkaniec, dziś mieszkaniec Piły.

            Za wsią wydobywano torf dla celów opałowych. W powstałym sztucznym stawie miał pływać jeszcze do niedawna ogromniej wielkości szczupak, tak zwany „olimpijczyk”. Rozpalał on wyobraźnie niejednego okolicznego wędkarza. Ale to historia na całkowicie inną opowieść.

IMG 3663

Ps. Jeśli ktoś z czytelników posiada informacje na tematy opisywane w artykule proszę o kontakt z redakcją.

Andrzej M. Mańkowski

0 0 głosuj
Ocena artykułu

Rozwój lokalnych mediów potrzebuje finansowania, Twoje wpłaty czynią nas niezależnymi i samowystarczalnymi. Dziękujemy.

Wybrane dla Ciebie

Opublikował: PGO24

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaz wszystkie komentarze
0
Co o tym myślisz? Prosimy o komentarz.x
()
x